8
2025
Puchar Świata F1ABCQ – CZE Cup & West Bohemian Cup – Czechy 2025
W dniach 8-9 listopada odbyły się w pobliżu czeskiej miejscowości Koźlany „nasze ostatnie” w tym sezonie (pozostają dwie imprezy w Izraelu) zawody zaliczane do Pucharu Świata. Impreza została przeniesiona z poprzedniego terminu (2 tygodnie wcześniej) ze względu na prognozy mocnego wiatru i deszczu. Bardzo słusznie.
Polskę reprezentowało 6 szybowników F1A, i po jednym zawodniku w kategoriach F1B, F1C i F1Q. Duże zawody, frekwencja jak w roku poprzednim mimo, że tym razem kilka osób było zmuszonych odpuścić przyjazd po zmianie terminu.
Sobota – CZE Cup
Jedziemy na zawody, jak w zeszłym roku, w piątek wieczorem z noclegiem po drodze w okolicy Brna. Rano kilka lotów treningowych. Zawody zaczęły się zgodnie z planem o 8.30. Wiatr 1-2 m/s lub mniej, stabilny w ciągu dnia, zachmurzenie całkowite. Na czas dogrywki pod koniec dnia wyszło słońce. Tam gdzie trawa to trochę mokro, tam gdzie oranina to grząsko.
Pierwsza i ostatnia kolejka na 4 minuty, pozostałe trzy na 3 minuty. Komplet dość łatwy do zrobienia. Miejsce startu jak w sobotę rok temu, modele odlatują raz 300 raz 800m. Chronometraż nawzajem przez zawodników w komisjach.
W szybowcach do dogrywki doszło aż 32 z 55 zawodników, w tym 4 Polskich zawodników (po kilkanaście sekund tracą Hubert i Tymon Niezborała). Proponowane i uskutecznione rozwiązane to lot na 8 min plus altimetr z powodu krótkiego dnia i braku czasu na kolejną dogrywkę. Decyzja zasadna.
Start F1A o 15:30, reszta o 16:00. Ciasno, tłoczno, modele odlatywały 400-700m. Lot 8 minutowy udało się wykonać 4 zawodnikom w tym dwóm Polakom – o miejscu na podium zadecydowała wysokość odczytana z altimetrów.
15 metrów uzyskał najlepszy z polskich zawodników Dominik Skwarek i pozwoliło mu to wygrać zawody. Tego dnia zmienił całkowicie poprzednią taktykę startu i jak widać nowa w połączeniu z nadzorem doświadczonych mentorów w dogrywce przyniosła w pełni satysfakcjonujący efekt i piękny lot. Duża radość dookoła, a sam zwycięzca długo dochodził do siebie.
Drugie miejsce Mikko Sivonen – 8m, a trzecie Volker Bajorat – 4m. Drugi z najlepszych tego dnia Polaków – Michał Śliwiński, lecący wiekowym Babenko, uzyskał 3m i zajął wysokie, choć poniżej jego oczekiwań i możliwości 4 miejsce.
Pozostali polacy w dogrywce – Michał Słyś mimo niecałkiem udanego startu lata 410s co daje 11 miejsce, a Franek Halicki lata trzy i pół minuty co daje 26 miejsce.
W juniorach dzisiaj Polacy poza podium. W F1B (Adam Krawiec) i F1C (Edward Burek) z potknięciami poza dogrywkami.
W F1Q rywalizował Franciszek Halicki, zaliczył jedną wtopę, co przeszkodziło w uzyskaniu dobrego rezultatu w open, ale jako jedyny junior wygrał w tej klasyfikacji zapewniając sobie dobre punkty do klasyfikacji Pucharu Świata.
Co warto zapamiętać z tego dnia? Michał Słyś wykonał chyba ponad 30 próbnych lotów różnymi modelami, po tym jak prostowanie stopki statecznika zakończyło się niepowodzeniem i przyniosło dodatkowe problemy i brak rezultatu w kolejnych poprawkach ustawień. Kolejny raz zrobione na przekór zaleceniom M. Śliwińskiego.
Dominik Skwarek zdobył dużo punktów, dzięki czemu spycha w Pucharze Świata dwóch polskich zawodników pod siebie. Następuje bezczelne przetasowanie w Rankingu Kadry Narodowej dzięki czemu Michał Słyś wraca do przyszłorocznej reprezentacji na 3 miejsce.
W dogrywce nieoceniona była pomoc na starcie ekipy Niezborałów, którzy zdecydowali się zostać mimo, że sami się nie dogrywali i było im już bardzo zimno.
Zakończenie zawodów nerwowe, złożony został protest o to, że niektórzy juniorzy mieli mierzony czas przez rodziców/instruktorów. Moralnie uzasadniony, ale w przepisach nie miał poparcia i został na tej podstawie odrzucony. Co po nim pozostało? Znając jego genezę, przy zarzuceniu nieprawidłowych pomiarów rzutuje to na pewno na wszystkich zawodników z kraju, z którego reprezentanci dopuszczają się takich występków, nawet na tych co rywalizują fair. Samo sędziowanie jeszcze by przeszło, gdyby ktoś nie raz i nie dwa nie wychwycił nieprawidłowości w notowanych czasach lotów. Pozostaje obserwować czy w przyszłości wyciągnie z tego wnioski ten co powinien.
Zawody świetnie przeprowadzone, bardzo dobrze zorganizowane, sprawnie mimo ilości zawodników w flyoffach. Dobry gulasz. Bardzo ładne nagrody w postaci wielkiego serca z piernika. Pogoda jak na tą porę roku petarda.
Niedziela – West Bohemian Cup
Śpimy dłużej, bo po zadzwonieniu budzika jest ciemno i fest słychać deszcz. W biuletynie pierwsza kolejka zaplanowana na 300s o 7.30 rano. Jedziemy na pole bez pośpiechu, w międzyczasie okazuje się, że przy dzisiejszym kierunku wiatru będziemy startować z drugiej strony pola (analogicznie jak rok temu).
Poranny deszcz i mgła pozwoliły rozpocząć pierwsza kolejkę dopiero o 11.00, do tego czasu czekamy słuchając kolejnych komunikatów o przesunięciach. Trochę osób odpuszcza dzisiaj latanie.
Wiatr nieco mocniejszy niż w dniu poprzednim dochodzący do 2-3 m/s. Błoto, mokro i mało przyjemnie podczas odzyskiwania modeli, sam start z niskiej trawy. Ze względu na mocne opóźnienie rozegranych zostaje 4 kolejki lotów, dwie pierwsze po 240 sekund i kolejne po 180 sekund z kolejką trwającą 50 minut. Maksy łatwe do wylatania, nie ma za bardzo noszeń, pojedyncze „zerka”, ale i przy okazji nie ma duszeń.
W pierwszej kolejce 6 sekund straty zalicza Tymon Niezborała. W 3 kolejce mój model doznaje przecięcia kesonu agresywnym atakiem holu innego zawodnika, zdania na temat przyczyn są podzielone. Początkowo kontynuuje holowanie, objawy dopiero widać przy rozpędzaniu, szybki deter i zmiana modelu na inny, w którym z kolei podczas holowania przypominam sobie o problemie z otwieraniem haka przy małym wietrze.
Jakoś udaje się wykonać już wszystkie pozostałe loty w kompletach. Dominik startuje dzisiaj tak szybko, że idąc na start po rozpoczęciu kolejki czujemy się dziwnie gdy mijamy go jak już zwija hol lub idzie po model.
Do dogrywki w szybowcach doszło 4 z 5 Polaków, a z całej stawki aż 31/44 zawodników. Lot na 4minuty plus altimetr, bo podobno szybko pogarsza się widoczność i ogólnie kiepsko widać – nie do końca się zgadzamy i jesteśmy trochę rozczarowani. Dogrywka zorganizowana rekordowo szybko. 30 min po zakończeniu ostatniej kolejki, o 15:05, pomimo ilości zawodników – brawo dla organizatorów. Modele odlatują po 400-500 metrów. W sumie obaj z Michałem wykonujemy starty poniżej naszych możliwości, albo standardu poniżej którego powinno nam być wstyd. Ponownie jak wczoraj pomoc na starcie zapewniają nam koledzy z Lubasza.
Trójka zawodników na podium sporo wyżej od pozostałych – wygrywa Dusan Fric 81m (leciał MK flapper – model top jak i start), drugie miejsce Vytas Klezys 78m, a trzecie Mikko Sivonen 73m. Następne wyniki bardzo zbliżone, 2 miejsca exequo 60, 2×59, 2×56 metrów itd. Polacy na wysokich miejscach – najlepszy na 8 miejscu Dominik Skwarek – 56m. Następnie Michał Słyś 11 miejsce – 51m, później Michał Śliwiński 14miejsce i 47metrów.
Franciszek Halicki zalicza słabszy start i uzyskuje 19m, co daje mu 26 miejsce w open, ale wystarcza na 3 miejsce w juniorach z bardzo małą stratą do drugiego Adriana Neubauser ze Słowacji. Wygrywa Luka Najdoski z Macedonii. Tymon Niezborała (obecny lider PŚ w juniorach) na 5 miejscu.
Do dogrywki w gumówkach dochodzi 8 z 11 zawodników. Start o 15:30. Jedyny Polak w tej kategorii w dniu dzisiejszym szczęśliwie kończy zawody z kompletem, a w dogrywce z sporą przewagą pokonuje konkurentów i wygrywa! Adam Krawiec – 1 miejsce – 88m. Drugie miejsce Pavel Fejt – 66m, trzecie miejsce po dodatkowej dogrywce – Vinko Tomljanovic – 48m.
W F1C Edward Burek w tym dniu zalicza w ostatnim locie 7 sekundową stratę ale pozwala mu to zająć 3 miejsce, niestety bez punktów do klasyfikacji Pucharu Świata.
W F1Q juniorów znów 1 miejsce zalicza Franciszek Halicki, niestety ze stratą 9 sekund w pierwszym locie co znów nie pozwala mu się zmierzyć w dogrywce z seniorami w klasyfikacji open. Tak czy tak dokłada sobie w ten weekend sporo punktów w klasyfikacji PŚ.
Zakończenie zawodów turbo ekspresowo na polu (mimo sporej ilości zawodników do odczytu altimetrów). W sumie to tak szybko, że gumówkarze i silnikówkarze nie zdążyli na nie przyjść na czas, bo składali sprzęt startowy. W tym dniu dobry grill i tak samo sprawna organizacja. Mimo średniej pogody wyszedł spoko dzień latania. Jak na listopad to tak przeprowadzonych zawodów w stosunku to tych w lecie, gdzie poziom trudności organizacyjnych jest często niższy można tylko pozazdrościć. Zakończenie już przy szybko zapadającym zmroku. Podziękowania dla organizatorów za zaangażowanie i ciężką pracę! Jedyne co do zarzucenia to za krótki czas lotu w dzisiejszej dogrywce.
Przy okazji startów w dogrywkach udało się przetestować nowe oprogramowanie altimetrów jak i aplikację na telefon – bardzo pozytywne zaskoczenie w porównaniu do poprzedniej wersji – działa znakomicie.
Klasyfikacja Pucharu Świata (myślę, że można już uznać, że końcowa) zostanie omówiona osobno, jak już na koniec roku będzie wiążąca po zawodach w Izraelu. (Finalnie zaszły zmiany w czołówce F1A junior na finałowych zawodach). -> (klik)
Napisane przez Michał Słyś





















