15
2026
Puchar Świata F1ABCQ – Kietrz (1/2) 15.03.2026
W dniach 14-15 marca 2026 planowane było rozegranie corocznych „holenderskich” zawodów Pucharu Świata w Polsce, w Kietrzu.
Niestety tym razem prognozy pogody były groźne. Przed zawodami dwa tygodnie słońca i pięknej pogody z wiatrem 1-4m/s, a na weekend zawodów załamanie pogody, deszcz i mocny wiatr. W środę organizatorzy rozpatrywali odwołanie zawodów, ale wycofali się z tego pomysłu, bo deszcz zniknął z prognoz.
W piątek okazało się, że wiatr w sobotę nie pozwoli na latanie (praktycznie od rana 7-9m/s, z porywami do 20m/s) i zadecydowano o przeniesieniu sobotnich zawodów „Kietrz Sat Cup, Antoon van Eldik Memorial” na wrzesień. Niedzielne zawody „Kietrz Sun Cup, Pieter de Boer Memorial” odbyły się zgodnie z planem. Decyzja trudna, ale przy pięknej pogodzie na niedzielę (oprócz wiatru popołudniu) bardzo zasadna i niekrzywdząca tych co już przyjechali. Stąd w tytule 1/2.
My na miejsce pozwalamy sobie przyjechać w niedzielę rano, niektórzy nie mając tego komfortu od piątku zwiedzali zabytki Kietrza i okolic, stołowali się w lokalnych restauracjach i oczekiwali na lotną pogodę.
Na polu jesteśmy lekko przed 7:00 rano. Zawody na innym polu niż w ostatnim czasie pomiędzy Kietrzem a Tłustomłotami (50.09821895856341, 18.04438020000008).
Pogoda od samego rana słoneczna, początkowo 5°C, ale w ciągu dnia rośnie do 15°C. Wiatr z północy i północnego zachodu, z rana w granicy 2m/s w ciągu dnia przybierający na sile, w czwartej i piątej kolejce 6-7m/s, a podczas dogrywek szacujemy swoją miarą ok 8m/s i niższą temperaturę niż wcześniej. Rzeczywistych pomiarów nie znamy, ale wracając po 5 kolejce szło się już bardzo ciężko pod wiatr z modelami. Rano trochę lotów treningowych, piękne warunki i piękna zielona trawa (tudzież inna flora na glebie).
Start o 9:10. Kolejki po 70 minut. Dwie pierwsze na 240 sekund, kolejne trzy po 180 sekund. Dogrywki z krótszym czasem, bo na 120 sekund plus wysokość z altimetru. W każdej z komisji maksymalnie 5 zawodników, jeden chronometrażysta zapewniony przez organizatora. Zawody w części zasadniczej przebiegały sprawnie.
Często wydaje się, że dwie pierwsze kolejki są najtrudniejsze, tutaj pierwsza kolejka była dość łatwa. Stabilne powietrze. Od drugiej zaczęły się noszenia i duszenia. Mogłoby wydawać się, że moment na start jest idealny, ale powietrze potrafiło to zweryfikować i zapewniać duszenia rzędu ponad 3m/s, a to nie raz więcej niż prędkość opadania na determalizatorze. Z incydentów Michał Śliwiński na holu zostaje zaatakowany przez dopiero startujący model innego zawodnika, w sumie bez chęci przeprosić z tamtej strony. W powtórce wtopa, mimo wysokiego strzału szybowiec tonie jak kamień.
Modele od trzeciej kolejki odlatują coraz dalej, często aż za drogę, do 1,5km. Czas szybko ucieka, Ci co nie marnowali go na prawo i lewo mieli chwilę żeby odpocząć i zjeść zapewniony przez organizatora posiłek, czy wypić kawę.
Dogrywki szybko po ostatniej kolejce, bo zaplanowane już na 15:30 (F1C) i 16:00 (F1A).
F1A.
Do FlyOff-ów doszło jedynie 7/34 zawodników, czyli ~21%… bardzo mało. Jedynie dwoje polskich zawodników – Radosław Oporowski i Michał Słyś. Start na tablicy zapisany o godzinie 16:00 i wszystko miało odbyć się planowo. Po 5 kolejce wróciliśmy z modelami około 15:40. Mało czasu na próbę, którą musiałem sobie odpuścić kuszony tym, że w końcu mogę na dogrywkę być niespóźniony… szkoda. Zawodnicy na starcie pojawili się przed czasem, zabrakło dyrygenta i orkiestry (przyp. MS: sędziego i chronometrażystów), a jak się już pojawili to było jakieś niespotykanej wielkości zamieszanie w stosunku do tak małej liczby zawodników. Finalnie startowe 7 minut rozpoczęło się około 16:15, ale bez wyraźnego sygnału, co jeszcze spotęgowało zamieszanie wśród zawodników. Miejsce startu blisko tyczek stacji meteorologicznych F1B, przez co niektóre miały okazję zostać zaatakowane.
Wiatr bardzo mocny, sporo zepsutych startów, ale udaje się polecieć powtórki. Ja lecę tym samym modelem, co w kolejkach – „long MK”, który przez cały dzień świetnie sobie radził nawet nisko nad ziemią, nie dając się sponiewierać zawirowaniom tutejszych pagórków. Jako, że ten model zawsze przy starcie z ziemi przy pierwszym wyciągnięciu do góry ucieka w prawo nie inaczej jest tym razem, trochę paniki i w sumie odbity deter, dla bezpieczeństwa i nie rozbicia modelu. Drugi start z modelem jeszcze mocniej przechylonym na lewo i przynajmniej 45° do kierunku wiatru, co trochę pomaga, ale wiatr taki że model już po wypuszczeniu z ręki rozpędza się jak z procy. Start na jakieś 90m po pompie, wydaje się całkiem przyzwoicie. Uwzględniając stopień przygotowania do sezonu trzeba być zadowolonym. Do końca czasu startowego podobno zostało mi ~30 sekund, ale jak zawsze mam włączony na zegarku stoper i coś się to nie zgrywało z tym ile zostało do 7 minut… ale trzeba wierzyć sędziemu.
Kto poleciał wcześniej zabrał się w piękne noszenie. Zwycięża Radosław Oporowski – 166m, drugie miejsce Vitek Rossler – 141m, trzecie Oleksii Kosylo – 115m. Ja zajmuje skromne 5 miejsce – 31m. Pozostałym nie udało się wykonać lotu. Modele po 2 minutach 1,2-1,5km od startu.
Wśród juniorów 8 zawodników. Zwycięża pierwszy niedogrywający się w ogólnej klasyfikacji Mikołaj Gołubowski (6 sekund straty w pierwszej kolejce) – bardzo dobry wynik w tym dniu i pierwsze zwycięstwo tego białostockiego zawodnika w zawodach Pucharu Świata. Drugie miejsce Oleksandr Kharlan, a trzecie Tymon Niezborała.
F1B.
Na 21 zawodników do dogrywki doszło 8, w tym 3 Polaków. Zwycięża uzyskując wysokość 81m Oleg Kulakovsky, drugie miejsce Oleksii Kolyso 63m, a trzecie Adam Krawiec 52m. W juniorach pierwszy Bartosz Żukowski, a drugi Jakub Cierech.
F1C.
Wystartowało 4 zawodników, choć mieliśmy nieodparte wrażenie że w okolicy było więcej silnikówkarzy? Zwycięża po dogrywce Edward Burek, drugie miejsce Erik Niemierski, a trzecie Zbigniew Czop.
F1Q.
Na 11 zawodników, 10 z Polski. Nie dogrywa się nikt. Jedynie Franciszek Jędrysiak z kompletem i pewnym zwycięstwem. Drugie miejsce Rafał Wagner, a trzecie Filip Badylak.
W juniorach wygrywa Wojciech Bartel, drugie miejsce Aleksander Ząbek, a trzecie Kamil Pogonowski.
Zakończenie zawodów na polu, przed zachodem słońca. Pamiątkowe medale i dyplomy dla zawodników na podium. Pakujemy się i standardowo kierunek do Mcd w Raciborzu, a później do domu. Pogoda zadowalająca, organizacja również w porządku przymykając oko na dogrywkę. Wyniki Polskich zawodników dość mizerne, albo delikatniej mówiąc poniżej poziomu oczekiwań jaki obecnie możemy im stawiać.
Napisane przez Michał Słyś




















Michał , dzięki za kolejny ciekawy reportaż z zawodów, czekamy na następne .