29
2026
Puchar Świata F1ABC – Mostar, Bośnia i Hercegowina 29-30.08.2026
29-30.08.2026 odbyły się w Bośni i Hercegowinie coroczne zawody zaliczane do klasyfikacji Pucharu Świata w klasach F1A,B,C. Namówionemu rok temu przez jednego gumówkarza i zachęconemu ilością miejsc dokoła Mostaru, które warto zobaczyć trudno było sobie odmówić wyjazdu, szczególnie w świetle braku kolizji z Mistrzostwami Polski, jak to wcześniej co roku miało miejsce jeśli chodzi o te zawody.
Z Krakowa przez Chorwację około 1300km, wracając przez całą Bośnie na północ 1100km i znacznie mniej opłat za autostrady, bo tych za wiele w tym kraju jeszcze nie ma, choć są w budowie.
Miałem przed wyjazdem nieco inne wyobrażenia, a samo państwo i kultura potrafiły zaskoczyć. Przejazd przez granicę od południa z Chorwacji przyjemny i szybki, od granicy przez Međugorje to ledwie 40 km.
Wracając na północ mimo braku granicy do przekroczenia wyraźnie widać odcięcie – gdy flagi, które wiszą na każdym rogu zmieniają się na te Republiki Serbskiej, zmieniają się znaki drogowe (cyrylica jest na górze), a dominujące minarety meczetów oraz wieże kościołów katolickich zmieniają się w krajobraz zdominowany przez kopuły cerkwi prawosławnych.
Sam Mostar słynie przede wszystkim z osmańskiej architektury, malowniczego Starego Miasta oraz miedzianego rzemiosła i bałkańskiej kuchni. Podczas wojny domowej w Bośni i Hercegowinie po rozpadzie Jugosławii (1992–1995), słynny XVI-wieczny Stari Most został zniszczony przez ostrzał chorwackiej artylerii w listopadzie 1993 roku. Po wojnie kamienny most precyzyjnie odbudowano i otwarto w 2004 roku jako symbol pojednania. Dziś jest on znany także ze śmiałków skaczących z niego do szmaragdyowej i zimnej rzeki Neretwy. W bliskiej okolicy warto też zobaczyć XIX-wieczny klasztor derwiszów u źródła rzeki Buna w Blagaju oraz zjawiskowe Wodospady Kravica… oraz całą masę innych obiektów, bo na prawdę jest co oglądać w tym regionie.
Z Mostaru do brzegu pola mamy 15 minut jazdy na zachód pokonując górę. Pole względem kotliny w której jest miasto, jest położone ponad 150m. n.p.m. wyżej. Na końcu drogi przejazd przez rzekę (jak się dowiedziałem to trochę się obawiałem, ale wody w granicy 10 cm) i można kierować się na miejsce startu rozłożone na środku pola. Z Polaków na zawodach meldują się tylko Franciszek i Michał Słyś.
Samo Mostarsko blato to specyficzne krasowe pole, które zimą i wiosną zamienia się w ogromne, płytkie jezioro idealne do kąpieli i rekreacji wodnej. Latem obszar ten całkowicie wysycha, ustępując miejsca rozległym, płaskim łąkom. Słynie z wieloletniej organizacji zawodów Mostar Cup, tworząc doskonałe warunki do lotów na takiej rozległej przestrzeni, niewyobrażalnie płaskiej patrząc na góry dookoła.
Sobota – 62. Mostar Cup
Kilka lotów próbnych, praktycznie brak wiatru. Pierwsza kolejka rozpoczyna się o 8:00 i trwa godzinę, lot na 240 sekund.
Wiatr w okolicy 0 m/s, warunki trudne. Po 4 osoby w komisji, pierwszy leci Franek. Kilka razy zmieniamy kierunek startu patrząc gdzie odchodzą modele. Start trochę w prawo, przez co model traci kilka metrów mocno domykając się na klapie, szkoda bo przy i tak niskim starcie może to być kluczowe. Model lata lekko ponad 3,5 minuty.
Ja lecę jako trzeci, idę w górę, chwilę krążę i strzelam w zerko, deter z bezpiecznym, choć nie dużym zapasem.
Druga kolejka podobnie na 240 sekund, tym razem obaj robimy maksy, Franek na żyletki zaraz nad wyższymi trawami, ale w każdej komisji jest po 1-2 chronometrażystów z lornetkami i prawdopodobnie widzą dobrze wszystkie modele do końca.
Trzecia kolejka na 180 sekund, robimy dobre loty, pewne maksy. Wiatr minimalnie się ruszył, czasem dmuchnie ze 2 m/s, ale w moment potrafi zdechnąć do zera. W międzyczasie są serwowane, a w zasadzie dostępne do nałożenia sobie samemu lokalne „kiełbaski” (grilowane wałeczki z mięsa mielonego) Ćevapi, z pitą i warzywami. Oprócz tego lokalna, bardzo aromatyczna kawa do woli.
Od czwartej kolejki robi się trudniej. Franek strzał na prawo, lata 88 sekund, ale inni juniorzy też popełniają błędy i wtopy ze względu na moment startu. Ja po wysokim strzale i początkowo dobrym locie zaliczam stresujący moment, gdy w ostatniej minucie model mocno zjeżdża, a potem się rozpompowuje, deter odbija na 5m.
Piąta kolejka. Idziemy szybko na start, w modelu Franka małe poprawki, żeby po otwarciu haka nie uciekał na prawo. Leci jako pierwszy w naszej komisji i choć niepewnie w noszeniu to robi maksa. Warunki obecnie stały się bardzo trudne i jak widać w tabeli łatwo odpaść, mając do tej pory komplet.
Ja lecę jako trzeci, noszenie nad startem, w które poleciała gumówka wydaje mi się niepewne, choć zaraz po niej lecą w nie także szybowce. Wydaje się stać w miejscu, niektórych wypluwa. Duże ryzyko.
Kolejne 3 minuty krążenia nad startem i cały czas czuć, że model na holu chce iść w górę. 41 stopni Celsjusza daje się we znaki. Czekam jeszcze chwilę i przychodzi podmuch wiatru, dopiero teraz lecę, wydaje się to być pewniejsze. Po 2 minutach lotu model ma ponad 350m wysokości, dużo wyżej niż te lecące wcześniej, odbijam deter, dwie minuty opadania, model 200m od komisji, kwalifikuje się do dogrywek.
O 13:00 kończy się runda zasadnicza. Szybko poszło. W szybowcach zakwalifikowało się tylko 4/27, w gumówkach 6/14, w silnikówkach 4/8 – trudna termicznie pogoda. Dogrywki wstępnie o 18:00. Fly Off meeting o 17:30. Zbieramy się i jedziemy odpocząć od temperatury. Przy przejeździe przez rzekę jest bardzo popularny bar i kąpielisko – część zawodników odpoczywa właśnie tam.
Powrót na pole 16:30, rozwiało się nie do uwierzenia, ale ponoć taka charakterystyka tego miejsca – do południa cisza, później nagle wiatr. W górze na holu na tą chwilę mocny wiatr. Na spotkaniu trudno osiągnąć decyzję. F1B chciałoby lecieć na drugi dzień rano, ale obecnie nie ma powodu do takiej decyzji. F1A generalnie chciałoby na minimum 3 minuty (Macedończycy na 2), ale następuje straszenie, ze modele odlecą 3-4km i organizator ogłasza 2 minuty plus alti o 18:20 F1A, kolejne FO co 20 minut później. Czas lotu krótki, szkoda.
Jeszcze jeden lot próbny, nieco poprawiam nachodzenie modelu przy rozpędzaniu i zostaje mi niestandardowo około 15 minut wolnego czasu. Wiatr nieco spada na sile. Zastanawiam się czy nie podbić modelu przy rozpędzaniu, ale może skutkować to tym, że inaczej będzie wychodził z kółka – nie ryzykuję, ale tracę później przez to przy strzale kilka metrów.
Tym razem zapasowy model od razu na starcie dzięki sporej ekipie pomocników, z włożonym altimetrem, oba wykasowane i zapisane numery na karcie. Początek czasu startowego, komisję mam tą samą co cały dzień (nie było przejść w kolejkach).
Trójka konkurentów idzie w górę zaraz na początku. Ja chwilę później. Robert Lesko strzał po jakiejś minucie krążenia, bardzo wysoko, modelem z węglowym skrzydłem, kilka pomp i leci w kierunku brzegu pola. Grozdan Meglej zaraz za nim, również węglówka, model sporo przejeżdża po strzale, słaba wysokość. W tym momencie myśl, czy nie lecieć w to samo noszenie.
Na lewo i w głąb pola cały czas krąży Luka Najdojski, ja idę bardziej w przód, lekko 150m przed nim. Luka startuje pod koniec trzeciej minuty, w coś co i ja czułem i się wahałem, ładny strzał Shokiem2, brawa wśród wiernych kibiców tego lubianego zawodnika. Robię jeszcze dwa kółka i też strzelam, powietrze wydaje się być dobre, wiatr wyraźnie słabszy niż w próbach. Mój model początkowo na jednej wysokości, po około minucie lotu zabiera się w górę i wyraźnie mniej odlatuje z wiatrem niż model Luki. Z perspektywy startu ciężko ocenić kto wyżej.
Idę po model – odleciał zaledwie 700m. Odczyt z altimetru pokazuje 124m, nie wiem jeszcze jak konkurenci. Na starcie okazuje się, że Robert uzyskał po 2 minutach lotu 53m, Grozdan 5m, Luka przywozi model zaraz przede mną ze mną – wysokość 135m – jak mówią dookoła champion to champion. Pokazuje odczyt swojego altimetru, jestem drugi, zadowolony z lotu i wyniku, ale z wątpliwościami czy nie trzeba było poczekać jeszcze dwóch kółek na holu.
W juniorach wygrywa oczywiście tym samym Luka Najdojski (Macedonia Północna). Drugi Franciszek Słyś (co w open dawało 7 miejsce), a trzeci Emin Jusufbasic (Bośnia i Hercegowina). W sumie w tym dniu było 11 juniorów, co już daje bonusy za ponad 10 zawodników. Tym razem junior wygrał i w open co z tego tytułu pozwala mu przypisać jeszcze lepsze punkty, czyli te z open z małymi punktami za wszystkich pokonanych.
Zakończenie zawodów na polu, w miłej atmosferze. Wieczorem zwiedzanie Mostaru i posiłek.
Wyniki zawodów 62. Mostar Cup: ![]()
Niedziela – 44th Izet Kurtalic Memorial
Przyjeżdżamy na pole dopiero przed 7:00, wszystko dzieje się niespiesznie, organizatorów nie ma, zawodnicy dopiero się zjeżdżają. Kilka lotów. Obsługa pojawia się na polu, można iść zapłacić wpisowe i odebrać kolejną pamiątkową koszulkę. Spokój i doświadczenie organizatorów pozwalają im na luzie o 8:00 zgodnie z planem rozpocząć godzinną kolejkę z lotem na 240 sekund. Podział komisji i godziny wywieszone na tablicy, można już sobie zrobić kawę. Niczego nie brakuje, brak niejasności. Można i należy być po wrażeniem.
Pierwsza kolejka.
Latamy tym razem z końcowej 11 komisji tuż obok F1C, ale z tymi samymi kolegami z Bośni co wczoraj. Pierwszy leci Franek, zero wiatru, strzał na zero z lekkim zawahaniem po domknięciu klapy, jedno duże chorwackie koło (przyp. red.: nazewnictwo według DS) to 2.5minuty, później model robi dwa ciaśniejsze i odbija na 15m wysokości – max. Następnie leci junior z Bośni, model gorzej klei się powietrza, zabrakło minuty.
Następnie moja kolej, 8:21 mam już zapięty hol, idzie dzisiaj bardzo szybko. Długie szukanie i nic nie ma, w międzyczasie leci jakiś zawodnik i nie robi maksa. W końcu coś tam czuć, strzelam, dobra wysokość, ponad 90m przy zerze wiatru. Po chwili leci pode mnie 5 kolejnych modeli. Mnie wypluwa z noszenia i model szybko zjeżdża, pozostałe robią maksy. Tutejsze powietrze dzisiaj nie jest łaskawe.
Druga kolejka.
Kolejny lot na 240 sekund. Franek leci pierwszy, czekamy, dobry moment, ale niska wysokość po starcie. Model lata prawie 3.5 minuty, ostatnich 10 sekund nad ziemią chronometrażysta nie widział, także lekko obcina nam wynik. Ja znów jako trzeci, krążę w przodzie, obok Bagari, w końcu coś czuć, strzał z lekką pompą i deter 15 metrów nad ziemią. Bostian startuje 10 sekund po mnie i odbija lekko wyżej, w tym samym zerku. Po dwóch kolejkach w szybowcach już tylko 9 zawodników z maksami. W juniorach bardzo się tasuje, Franek mimo wtopy wskakuje na 3 miejsce.
Trzecia kolejka.
Lot na 180 sekund. Zero wiatru, u Franka powtórka, nie dał rady otworzyć haka. Drugi start lepszy, trochę za wcześnie strzelone, ale dobry moment, model lata 2:20 z niskiej wysokości. Kilku innych juniorów też zalicza większe i mniejsze wtopy.
Ja idę w górę i od razu czuć mocne noszenie i mocne turbulencje, przypadkowo krzyżuje hol z Dino, który nie dał rady strzelić i próbuje walczyć. Obiegam i odplątuje ale kolega konkurent i tak ląduje z holem. Ja robię dwa kółka i wysoki strzał w noszeniu. Po 2 minutach model zjeżdża do ziemi, deter z zapasem zaledwie 5m wysokości – max.
Czwarta kolejka.
Wiatru nadal jak na lekarstwo. Chwilami krótkie podmuchy w granicy 1.5 m/s. Noszenia mocniejsze, ale trzeba dobrze trafić. Franek ładny strzał, ale pierwsze 4 kółka ciasne, mimo braku zmiany ustawień od rana. Pralka w powietrzu i model sporo traci, potem zabiera się i robi maksa. Czekam na swoją kolej, sporo osób już poleciało i lecąc jako trzeci trzeba raczej liczyć na siebie samego. Po starcie biegnę pod model Lesko, który krąży w tak mocnym noszeniu, że nie udaje mi się zrobić kółka, przyziemienie i powtórka. W drugiej próbie mocne noszenie i deter na 200m. Modele odlatują od startu zwykle do 400m, niekoniecznie w jednym kierunku, zależy od chwili startu.
Piąta kolejka od 12:00. Nagle ruszył się wiatr, ponad 3m/s. Pierwszy leci Franek, czekamy dłuższą chwilę na ziemi, a później konkurencja mocno obserwuje jego lot, bo od niego zależy, kto wskoczy na podium. Przy starcie podwiewa, w końcu ładna wysokość. Wtopa. Lata 134 sekundy, na szczęście zagrażający mu juniorzy latają gorzej lub niewiele lepiej i też tracą sekundy.
Mój lot to kilka minut na holu, mocniejszy wiatr, około 4m/s z porywami. W końcu start, noszenie wyrywa hol z rąk, po 1.5 minuty lotu deter na ponad 250m wysokości, trochę opadania i model ląduje w drzewach aż za rzeką przy dojeździe do pola.
Do dogrywek w tym dniu w każdej z kategorii dochodzi po 4 zawodników. W F1A jest to 4/27, w tym jeden junior. Dogrywki planowane podobnie jak wczoraj. W juniorach wyniki są jasne już teraz, wygrywa Luka Najdojski, drugi jego brat Dino (Macedonia Północna), trzeci Franek Słyś (Polska).
Podobnie jak wczoraj, jedzenia w trakcie kolejek do woli dla każdego, nie tylko zawodników. Po lotach zasadniczych przerwa, można zniknąć z pola jak większość i przyjechać wieczorem. I my idziemy tym tropem by zobaczyć jeszcze Mostar za dnia, a jest co zwiedzać.
Wracamy na dogrywki trochę poobserwować. Lot na 3 minuty plus wysokość w F1A i na 2 minuty w F1B i F1C. Kierunek wiatru pod nieobecność obrócił się prawie w drugą stronę. Starty o takich godzinach jak wczoraj i znów za krótkie czasy, szybko zdycha wiatr i modele odlatują zaledwie 700m.
W szybowcach bardzo wysoki strzał Bostian Bagari z Słowenii, przez cały lot minimalne opadanie co pozwala mu na uzyskanie 113m i wygraną. Drugie miejsce Rudolf Holzleitner, lot klapówką mimo wiatru i termiki. Lekko ponad 100m po strzale, pierwsza połowa lotu model zjeżdża w dół, druga połowa idzie w górę, z taką samą prędkością, rysując piękne V na wykresie. Wynik to 99m po 3 minutach. Gdyby lot był dłuższy, prawdopodobnie mógłby być zwycięski. Trzecie miejsce zdetronizowany Luka Najdojski – 44m.
Później leci F1B, wygrywa ponownie Norweg Dag Edvard Larsen. Następnie F1C i zwycięstwo Željko Grepl, po pięknym wysokim starcie.
Wyniki zawodów 44. Izet Kurtalic Memorial: ![]()
Zakończenie zawodów – gdybym napisał, że było szybko po dogrywce to bym skłamał. 22 minuty minęło pomiędzy ostatnim startem modelu F1C, a rozpoczęciem wręczanie pucharów. W tym czasie odczyty altimetrów i wypisanie dyplomów.
Na koniec wspólne zdjęcie wszystkich dzisiejszych uhonorowanych zawodników, wzajemne podziękowania i pożegnania z deklaracjami spotkania się za rok. Fajna atmosfera, na prawdę dobrze zorganizowane zawody, w mojej ocenie fajne pole – ale to najlepiej sprawdzić przyjeżdżając osobiście!
Podziękowania dla organizatorów. Bez wątpienia warto się wybrać mimo odległości by móc uczestniczyć w zawodach mających za sobą tak długą historię.
Napisane przez Michał Słyś

























Gratulacje dla obu naszych zawodników ! Franek – imponujące „wejście smoka”. Przyjemnie poczytać o takim debiucie. Życzę kolejnych sukcesów.